Komunikat Departamentu Stanu w setną rocznicę urodzin prezydenta Johna F. Kennedy’ego

sekretarz stanu Rex W. Tillerson
Waszyngton

14 grudnia 2017

Prezydent John Fitzgerald Kennedy przyszedł na świat w Brookline w Massachusetts w 1917 roku. W setną rocznicę urodzin prezydenta Departament Stanu pragnie oddać cześć jego pamięci i spuściźnie.

Prezydent Kennedy w swej polityce zagranicznej kładł nacisk na siłę Ameryki, przywiązanie do wartości takich jak wolność i godność człowieka oraz zdecydowane sięganie po dyplomację dla realizacji interesów własnego państwa i dla sprawy pokoju w trudnych momentach historii.

Dał się poznać jako zdecydowany obrońca wolności, kiedy przemawiając w podzielonym Berlinie, w kulminacyjnym momencie zimnej wojny, zapewnił mieszkańców miasta o swym wsparciu, oświadczając, że również jest berlińczykiem.

Kładł nacisk na potrzebę integracji działań dyplomatycznych i obronnych jako najskuteczniejszego sposobu ochrony ojczyzny przez licznymi zagrożeniami wczesnych lat 60. Wypowiedział owe pamiętne słowa: „Nigdy nie negocjujmy powodowani strachem. Ale nigdy nie bójmy się nie negocjonować”.

Dzięki sile i odwadze Kennedy’ego świat zdołał się cofnąć znad krawędzi wojny nuklearnej w czasie kryzysu kubańskiego. Jak wtedy powiedział: „Ludzkość musi położyć kres wojnom, zanim wojny położą kres ludzkości”.

Kiedy kolonializm szczęśliwie dobiegł końca, prezydent Kennedy, wierząc w potęgę nadziei, założył Korpus Pokoju, Sojusz dla Postępu oraz wspierał inicjatywy rozwojowe w nowo powstałych krajach Afryki i innych częściach rozwijającego się świata. (…)

Wspominając tysiąc dni jego prezydentury, pamiętamy o marzeniu prezydenta Kennedy’ego, by zapewnić pokój Amerykanom i ludziom na całym świecie. W jednym ze swych najbardziej wizjonerskich wystąpień, w przemówieniu wygłoszonym na American University w czerwcu 1963 roku Kennedy powiedział do abiturientów: „Zdaję sobie sprawę, że dążenie do pokoju nie ma tak dramatycznego przebiegu jak dążenie do wojny. (…) Ale nie ma przed nami ważniejszego zadania”.

W tym samym przemówieniu wezwał Amerykanów i ludzi na całym świecie do odrzucenia niewiary i zagrożeń zimnej wojny, apelując o wspólne działanie na rzecz globalnej przyszłości, cechującej się lepszą współpracą.

„W ostatecznym rozrachunku dochodzimy do prostego wniosku – powiedział wtedy – mianowicie, że wszyscy zamieszkujemy tę samą małą planetę. Oddychamy tym samym powietrzem. Troszczymy się o przyszłość naszych dzieci. I wszyscy jesteśmy śmiertelni”. (Pełny tekst w j. angielskim)